Homus NIE jest Bogiem!

lipiec 30, 2007

Zrozumiał, że Boga nie ma i zrozpaczony uwziął się znaleźć Boga
w człowieku; niechby Boga jeśli rozumieć człowieka – nie zwierzem
żyjące. I musiał polec, bo Bóg to wyobrażenie doskonałości,
a człowiek tylko parszywym mięchem jest, padliną gnijącą w czasie,
który sam nazywa życiem (!)
I niechby przeczytał, ile wlezie, napisał, ile wlezie, wykoncypował, ile
- wlezie! wszystko to będzie na miarę człowieka – żałosnego osobnika,
który ubrdał sobie w swej pysze, ze jest nadzwierzęciem i odtąd zaczął
zwać się – dla odróżnienia od innych biologizmów (maszyn biologicznych)
- człowiekiem.
Ale nazwa ta nie czyni gówna deserem, a w drugą stronę już tak, choć,
rzecz bezsporna – wszystko wszystkim można wmówić, wyprać mózgi,
spreprawować mózgi, spreparować mózgi, spreparować myśli, sprepa-
rować myśl, iż golcem ocznym widać fałsz jest najczystszą prawdą
i oczywistością samą w sobie!
Wszelkie osiągnięcia tak zwanych najwybitniejszych jednostek (choć
ma to marną jakość bo to oni sami ustalają, co jest co) – naprzemiennie,
zależnie od czasu i miejsca, mody, aktualnej jakże ułomnej świadomości,
efektów wiadomych, tak że jest to kpina, bąk, bąkiem i chrząknięciem jest
wobec możliwości Tego, którego!
Zaprawdę, tarzam się ze śmiechu słysząc o donoszonych dokonaniach
ludzkich, o wielkich tego mrowiościętka! Aż płaczę, od śmiechu!
CZŁOWIOCZULĄNTECZKA, do dzieła!
Pragnę się pośmiać!!!! JA!!!!


Struktura

lipiec 29, 2007

Tu nie ma zamysłu
chyba że zamiarem jest
brak zamiaru.


AAAspołeczne Mmmyślenie

lipiec 29, 2007

Całe ja to
marny kawał mięcha
leżący na tapczanie
Każdego dnia mogące
zniknąć
z każdą chwilą
ulatujące
Jakie znaczenie może mieć to
gówno wokół
skoro wraz z końcem
ono przestaje istnieć?


Obiektywnie nic nie jest lepsze-gorsze…

lipiec 27, 2007

14. Obiektywnie nic nie jest lepsze-gorsze, dobre-złe.
To społeczeństwa (społeczności) ustalają, co jest co.

15. Pranie mózgu następuje co najmniej już w okresie
płodowym i nigdy się nie kończy.

16. Przekonanie człowieka, że jest czymś lepszym
jest absurdalne, a jak śmieszne! Trudno znaleźć coś
bardziej uciesznego – nawet przekonanie o istnieniu
Boga tym nie jest.

(Rożnica między pogromcą ludzi (np. Hitler) a między
mordercą zwierząt jest fałszem wynikającym właśnie
z tego przekonania: człowiek-człowiekowi to nie to samo
co człowiek-zwierzęciu.
Inne zwierzęta również czynią takie podziały i homus
- gdy nie ma nad nimi fizycznej przewagi /niechby homus
w okresie wstępnym/ ma tak niską pozycję, jaka jego
siła. Już to obala wszysktkie gile o homusowej wyższości.
PYCHĄ /cóż za bryk! sic!sic!!/ jest twierdzenie, że homus
został wywyższony, że jemu należy służyć – CZARNUCHY
WSZELKICH IMADEŁ !!!)


Tyrania widzenia

lipiec 25, 2007

Otrzyjcie z łez
jej dziurę dziurę mojej matki
wychodząc na świat wychodząc
łkałem
i trochę tam tego zostało.
Należy go zabić.
Przejrzałem. Przejrzałem je. Przejrzałem was.
Należy go zabić! Trzeba go.
Przejrzałem na wskroś. Przeeee-jrzałem!
Należy go zabić!!! Zabić! Zatłuc!!!
Przejrzałem.

Przejrzałem


SUKCES – UPADEK – względne!

lipiec 23, 2007

Łazik umiera

lipiec 22, 2007

Nic nie ma początku………..

lipiec 22, 2007

9. Nic nie ma początku, ni końca, gdy nic nie ma sensu.

10. Poszukiwanie sensu nie ma sensu, choć może być
sensem życia, co nie znaczy, że ono będzie miało
sens. Wszystko to rozpaczliwa jałowość, którą próbujemy
zagłuszyć.

11. Życie mrówki jest tyle samo warte, co życie człowieka
- co nie znaczy, że jest ono cokolwiek warte.

12. Mrówka myśli, że jest najważniejsza na świecie,
że świat zaczyna i kończy się na niej, niepokornych
karze, innych skazuje na słuszną śmierć. Podobnie
człowiek.

13. Przemówił do mnie, ale nie twierdzę, że jestem
Bogiem. Choć wybrał mnie, nie twierdzę, że jestem
Wybrany Każdy jest nim i nikt nie jest. Czasami
staram się o tym zapomnieć.


Robocik

lipiec 21, 2007

Kolejny naprawiony robocik
przywrócony machinie
Dziękujemy Ci Panie!
Zniszczeńczej otchłani
Piekła
teraźnemu śruboskrętowi
zgniatającego czaszkę
imadła
Dziękujemy Ci Panie!


Spotkania

lipiec 19, 2007

Było to zbyt zaskakujące, zadziwiające – by w pełni wtedy mogło podziałać na mnie swoją objawieńczą mocą. Podniósłszy wzrok znad zeszytu, w którym notowałem, wzdrygnąłem się w przestrachu, oniemiałem – przez moment: miał różki, spiczaste uszy, włochy na pysku, pysk wydłużony, zmarszczony, i te oczka – wpatrzone we mnie, gorejące, i uśmieszek. Wielokrotnie później, gdy ochłonąłem, analizowałem to zdarzenie, sekunda po sekundzie, ale wszystko poza tym jednym pstrykiem – chwilą wpatrywania się w jego fizjonomię, rozmyło się jak coś nieważnego. Na różne sposoby próbowałem sobie wyjaśnić to. Im dalej w czasie i odległości byłem, tym pewniej zaprzeczałem temu, wewnątrz czując – że sam siebie oszukuję. W każdym niemal później osobniku świadomie i podświadomie – jak myślę – wypatrywałem Go. Zastanawiałem się, kiedy się pojawi. I po części już żyłem swoim życiem, w tle jednak czaił się on w moich myślach jak ktoś straszny i niezwykły, coś-ktoś przerażający i fascynujący. On w E. nie był zły dla mnie – był połączeniem szyderczo-dobrotliwego spojrzenia, ale jednak czegoś skończenie złego, tak to czułem (myślałem – wytresowany w okowach chrześcijaństwa?) Z S. wróciłem przejęty. I z niczym. Miałem zapisane pół zeszytu niewyraźnym bełkotem. Wrócić nie zamierzałem – i nie zrobiłem tego – mimo nalegań redaktorki sprawującej pieczę nade mną w redakcji w K. Przed wpadą uratowało mnie zlikwidowanie TK – tekstu nie napisałem, nikt niczego się nie dopominał, miałem czystą kartę w dziennikarskim światku. Teoretycznie – rewelacja. Na zewnątrz – tak. Upiekło mi się. Ale to zewnętrzne pozory. Wewnątrz plątałem się w myślach, domysłach, wyczekiwaniu, rozmyślaniach. Życie zewnętrzne biegło swoim jakby normalnym torem. A ja wypatrywałem.

I nadszedł ten dzień w W. Od początku czułem, że coś będzie nie tak. Ale może teraz tak myślę? Miałem przeprowadzić rutynową rozmowę z kierownikiem sekcji . Zasiedliśmy naprzeciw siebie za dużym stołem konferencyjnym. Byłem wewnętrznie wzburzony. Nie wiem, czym. Moje emocje ledwo trzymałem na wodzy, choć facet był nawet uprzejmy (wiadomo – prasa – chciał dobrze wypaść) i wtem, na moment ledwo, ale ciężki i gęsty i wieczny dla mnie, twarz zamieniła się jego w jakieś nie wiadomo co: bruzdy, fałdy, zdeformowana fizjonomia, istnie diabelska facjata! – i te chichrające nienawistne oczka! Dotarło do mnie jego żądanie okazania mu legitymacji dziennikarskiej (w trakcie wywiadu, absurd!) Puściłem mu ją jak kaczkę po wodzie po tafli stołu wykrzykując: – Wiem, kim jesteś!!! Zerwałem się, wydzierając się, tym razem czując potężniejący strach we mnie, rozsadzający mnie od wewnątrz, czując strach przebywania z Nim tak blisko, do tego w zamknięciu! I było po wywiadzie. Oczywiście afera. Zadzwonił do redakcji, oni tam mordy na mnie, ja na nich. Posłali mnie tam, n i e w i a d o m o ! ? po co i dlaczego?! Machnęli rękami. Nie mieli czystych sumień – od razu było to widać. Rozbiłem telefon. Przewróciłem parę krzeseł, nooosiło mną! Te ich kłamstwa! Szkoda im było nawet ze mną gadać, ze mną!

Zdarzyło mi się jeszcze potem GO spotkać w pociągu w mężczyźnie siedzącym naprzeciw mnie. Na sekundę tak namacalnego, tak bliskiego mnie!!!! A spoglądał j e s z c z e n i e n a w i s t n i e j . Nie na żarty się przestraszyłem. Tak nagle! Krążyłem po L., kluczyłem ulicami jakbym mógł Go zwieść i nie doprowadzić do domu. Przez tygodnie nie wychodziłem z domu, nie zbliżałem się do okien. Im dalsze z nim spotkania w czasie, krótsze, ale intensywniejsze jakby, skondensowane w źle.

satan.jpg